Sen o Warszawie nie dla wszystkich. Piłkarze ze stolicy, którzy nigdy nie zagrali w Legii.

Warszawa jest wielkim miastem, wiadomo. A Legia – obiektywnie rzecz biorąc – największą klubową marką w Polsce. W teorii więc owa marka będąca magnesem dla niemal każdego młodego chłopaka ze stolicy marzącego o piłkarskiej karierze, ma pod nosem nieprzebrane łowisko talentów. Czy jednak potrafi z niego umiejętnie korzystać? I czy potrafiła to robić w przeszłości? Ilu świetnych zawodników pochodzących z Warszawy wyślizgnęło się przez mniej lub bardziej dziurawe sito jej rekrutacji (dziś powiedzieliśmy skautingu), nie przebiło się do pierwszego składu lub po prostu zniknęło z pola widzenia? Ilu wychowanków lub graczy, którzy się o nią w młodym wieku otarli wyruszyło w świat w poszukiwaniu swej szansy w innych klubach? Ile wreszcie pierwotnie przeoczonych, wypuszczonych z rąk lub po prostu rozwijających się gdzie indziej talentów musiała za ciężkie pieniądze odkupić lub namówić do powrotu do stolicy innymi sposobami już jako ukształtowanych piłkarzy?

Nazwiska? Proszę bardzo. Dziekanowski, Terlecki, Czachowski, Śliwowski, Żewłakow… Biorąc pod uwagę jedynie powroty z lat osiemdziesiątych i późniejsze. Oczywiście były też klubowe legendy, których w młodym wieku nie przegapiono. Jak Kazimierski, Wdowczyk, Szczęsny, Kosecki, Kowalczyk… I wielu innych zawodników mniej lub bardziej zasłużonych na kartach historii. W tym stuprocentowi wychowankowie (Milewski, Jarzębowski). Lub gwiazdeczki jednego sezonu, albo nawet rundy (Smoliński, Mikita). Specjalną kategorię stanowią piłkarze, którzy, choć w Legii zagrali, to w niej nie zaistnieli, za to rozbłysnęli w innych klubach. Za przykłady niech posłużą Iwanicki (Leszek, brat Krzysztofa), Szeliga, Nowak, Wiechowski, Rocki… Trzy ostatnie nazwiska można by nawet od biedy dopisać do pierwszej grupy. Choć prawdę powiedziawszy w zestawianiu z Żewłakowem czy Dziekanowskim brakowałoby trochę piłkarskiej jakości (może z wyjątkiem Nowaka, któremu jakości z pewnością nie brakowało, lecz wystąpił dla Wojskowych w jednym jedynym spotkaniu zanim nagle wyjechał do Brazylii, co czyni go przypadkiem całkowicie osobnym).*

A ilu piłkarzy ze stolicy nigdy w pierwszej drużynie nawet nie zadebiutowało? Tylko wyfrunęli w świat, gdzie porobili mniejsze lub większe kariery. Wśród nich dwaj to zawodnicy z najwyższego topu jaki można sobie wyobrazić. Jeden pod okiem ojca przy Łazienkowskiej przymierzał o pięć numerów za duże bramkarskie rękawice, drugiego zaś klub przez jakiś czas trzymał w rezerwach, dopóki mu nie podziękowano, co do dziś pozostaje największym wyrzutem sumienia i pomyłką w jego historii.

Ale było takich przypadków znacznie więcej. Nie tak spektakularnych jak ten Roberta Lewandowskiego. Z zawodników, których odpowiednio wcześnie nie dostrzeżono, lub nie otrzymali szansy debiutu, a zasilili inne polskie i zagraniczne kluby można by stworzyć doborową jedenastkę.

Dlaczego Legia pozbawiona przecież przesadnie mocnej konkurencji w mieście, tylko epizodycznie wznoszącej się w ostatnich kilkudziesięciu latach ponad przeciętność (przynajmniej na poziomie seniorskim), a zatem znajdująca się w diametralnie różnej sytuacji od klubów łódzkich, krakowskich, czy zwłaszcza tych z aglomeracji śląskiej, gdzie znacznie więcej marek o porównywalnej renomie czerpie z tego samego łowiska, przegapiła, wypuściła z rąk lub nie potrafiła odpowiednio wprowadzić do drużyny tak wiele talentów?

W czasach słusznie minionych – o co reszta kraju ma do niej mniej czy bardziej uzasadnione pretensje – Legia jako klub resortowy MON miała przywilej „brania w kamasze” co bardziej wyróżniających się młodych polskich zawodników. Chociaż wbrew obiegowej opinii nie sprowadzała ich hurtowo, wagonami. I nie była wcale wszechwładna jak np. rumuńska Steaua Bukareszt w epoce Ceausescu. Jednak konkurencja jaką stanowili oni dla lokalnych talentów nieobytych jeszcze z piłką na wyższym poziomie, na pewno była barierą i obiektywną przeszkodą w przebiciu się do składu. Inna sprawa, że kto był naprawdę dobry ten prędzej czy później grał (Milewski, Kazimierski, czy już w latach 90-tych Kowalczyk).

Lokalni oponenci Legii tj. Gwardia, Polonia, Hutnik, czy patrząc szerzej na aglomerację Znicz Pruszków, bywali dla niej zagrożeniem co najwyżej chwilowo. W pojedynczym meczu. W pojedynczym sezonie. Góra kilku. Jeśli nie brać pod uwagę zamierzchłej przeszłości, choćby tej sprzed wojny i pierwszych lat po niej, do wczesnych lat osiemdziesiątych jakoś się trzymała Gwardia, dzięki protekcji drugiego z resortów siłowych – MSW. Nie ma zapewne przypadku w tym, że akurat wtedy, w odstępie dwóch sezonów, oba najważniejsze gwardyjskie kluby (drugim była Wisła Kraków), zleciały z ligi. 

Gwardia, dzięki swemu rodowodowi, a także najlepszej wówczas na lokalnym rynku pracy z młodzieżą, mogła konkurować z Legią o talenty bez obaw, że silniejszy przeciwnik je podbierze. Choć i tak podbierał (Wdowczyk, Szczęsny, Kosecki). Lecz nie dlatego, że funkcjonariusze Zmechanizowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej przechodzili pod komendę Garnizonu Warszawskiego, a z przyczyn sportowych.

Polonia zaś miała swój wzlot na przełomie wieków spuentowany mistrzostwem Polski. Co było dalej wszyscy pamiętają. Potężny deweloper u steru, przepłacone gwiazdy, a na końcu degradacja kilka klas niżej i mozolny powrót z niebytu. 

Mniejsze kluby zaś, Hutnik i Znicz, mimo okresowych zrywów nigdy nie dotarły na najwyższy poziom rozgrywkowy. Choć to właśnie w Zniczu Pruszków po rozstaniu z Legią po raz pierwszy pokazał swoje możliwości Robert Lewandowski.

Po transformacji ustrojowej, a już szczególnie w ostatnich latach, znaczącym utrudnieniem w pozyskiwaniu młodych zawodników przez wszystkie polskie kluby, nie tylko Legię, stało się zjawisko ich masowych wyjazdów za granicę, często zanim jeszcze postawią pierwsze kroki w piłce seniorskiej. Czasem przynosi to fantastyczny skutek jak w przypadku Wojciecha Szczęsnego, czasem nie. Jedynym remedium – jeśli chodzi o rynek krajowy – wydaje się profesjonalizacja i rozwój klubowych akademii (w zakresie myśli szkoleniowej, skautingu, infrastruktury etc.).

I Legia z lepszym lub gorszym skutkiem stara się to robić. 

Przyjrzyjmy się jakie talenty z Warszawy i najbliższych okolic (uwzględniając całą aglomerację, a więc takie miejscowości jak Pruszków, Piaseczno, Milanówek etc.), Wojskowi przegapili, zostały one przechwycone przez konkurencję, lub z innych powodów ich nie zakontraktowano w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Decyduje miejsce urodzenia. A zatem piłkarz z Mławy, Sochaczewa czy Łowicza, nawet jeśli trafił do klubu jako nieopierzony junior, nie będzie brany pod uwagę.

Inne kryterium to pamięć autora tekstu, który po raz pierwszy oglądał Legionistów z trybun na stadionie przy Łazienkowskiej w sezonie 84/85. W zremisowanym 0-0 meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. W ogóle zaś pierwsze świadomie obejrzane spotkanie to wyjazdowe zwycięstwo Polaków nad NRD w październiku 1981 roku. Czyli zestawienie niech obejmuje okres od pierwszej połowy lat osiemdziesiątych. I zawodników, których miał prawo widzieć, choćby w telewizji. Siłą rzeczy nie będzie w nim takich postaci jak Władysław Szczepaniak, symbol i legenda Polonii Warszawa czy Ryszard Szymczak, złoty medalista olimpijski z Monachium i wieloletni gracz Gwardii. 

Na liście oprócz tych, którzy dawno zakończyli kariery, można znaleźć piłkarzy wciąż jeszcze aktywnych. Lecz nieprawdopodobne wydaje się, by Legia jeszcze kiedykolwiek była nimi zainteresowana lub oni byli zainteresowani Legią. Z tego powodu nie będzie brany pod uwagę urodzony w Zalesiu Górnym Patryk Peda, który teoretycznie może jeszcze zostać potencjalnym nabytkiem klubu. Wykluczeni zostają wszyscy zawodnicy młodego pokolenia.

Należy też pamiętać, że jest to zestawienie czysto subiektywne. Choć wybór nazwisk oparty był w pierwszym rzędzie o dokonania sportowe (minimum kilkadziesiąt spotkań rozegranych na najwyższym poziomie rozgrywkowym), to liczyła się także ogólnopolska rozpoznawalność zawodnika, lub przynajmniej legenda „lokalnej gwiazdki”. A, że Warszawa jest duża… To i nazwiska zdarzają się nieoczywiste. 

Biorąc pod uwagę wyłącznie umiejętności, wielu z tych zawodników nigdy nie osiągnęło wymaganego w Legii poziomu. Ale to można było ocenić dopiero z pewnej perspektywy. Oczywiście nie wiemy jak by się rozwinęli na Łazienkowskiej, jednak dla większości z nich szukanie miejsca gdzie indziej było jedynym możliwym wyborem. Inna sprawa, że wielu przyjezdnych również tym oczekiwaniom nie sprostało, a w drużynie grali. No i ostatnia rzecz. Przynajmniej jeden piłkarz na tej liście był od samego początku poza zasięgiem klubu. Mimo, że właściwie od dziecka się w nim wychowywał. A pozostali? Trzeba by ich pytać, czy jako młodzi chłopcy marzyli o grze z „Elką” na piersi. Jak ci co wieszali nad łóżkiem podobizny Dziekanowskiego, Koseckiego, Kowalczyka… A więc gwiazd, które wyrosły na tych samych podwórkach co oni. Na tych samych placach. Na tych samych boiskach.

Poniżej efekt dokonanego subiektywnie wyboru:

1. Krzysztof Baran

Napastnik Gwardii, ŁKS-u, Górnika Zabrze i reprezentant Polski. Strzelec obydwu goli w zremisowanym 2-2 towarzyskim meczu z Urugwajem w Montevideo. W ataku drużyny przeciwnej grał wówczas Enzo Francescoli. Spotkanie to było jednym z ostatnich sprawdzianów kadry przed MŚ w Meksyku, na które Baran ostatecznie nie został powołany. 

Członek słynnego tercetu napastników „B-D-B”. Baran – Dziekanowski – Banaszkiewicz. Gwardia miała wówczas drużynę grającą bardzo atrakcyjny futbol, a w składzie oprócz wspomnianego tercetu także Antoniego Szymanowskiego, Dariusza Wdowczyka, Andrzeja Sikorskiego, Jerzego Kraskę. I choć stadion przy Racławickiej nigdy nie gromadził dużej ilości widzów, to akurat „D-B-D” na początku lat 80-tych przyciągało publiczność spragnioną efektownej piłki. 

Rozegrał 10 meczów w reprezentacji zdobywając w nich 4 gole. Mistrz Polski z Górnikiem Zabrze, w barwach którego wystąpił w pamiętnych starciach z Realem Madryt w ramach PE, zdobywając na Estadio Bernabeu pierwszą bramkę dla gości. 

Zanim odszedł z Gwardii do ŁKS-u, Legia była zainteresowana jego pozyskaniem. Klub z Łodzi okazał się jednak skuteczniejszy. Plotkowano wówczas, że był to efekt tarć na szczeblu milicji i wojska.

Po zakończeniu kariery miał problemy prywatne związane z nadużywaniem alkoholu i – jak wielu innych zawodników – nie odnalazł się w nowym życiu, o czym wielokrotnie mówił w wywiadach. Mieszka w Łodzi. 

Krzysztof Baran w reprezentacyjnej koszulce. Źródło: laczynaspilka.pl

2. Krzysztof Bąk

Obrońca warszawskiej Polonii i Lechii Gdańsk. Dla obu klubów rozegrał 200 meczów w Ekstraklasie strzelając w nich 11 bramek.

3. Marek Banaszkiewicz

Popularny „Banan”. Członek słynnego tercetu „B-D-B”. Młodzieżowy reprezentant Polski. W Ekstraklasie grał dla Gwardii i Wisły Kraków. Zmarł nagle w 2000 r. w wieku zaledwie 44 lat. Został pochowany na Cmentarzu Północnym w Warszawie.

4. Piotr Dziewicki

Pochodzi z podwarszawskiego Milanówka. Mistrz Polski i zdobywca krajowego pucharu z drużyną Czarnych Koszul. W późniejszych latach gracz Amiki Wronki, Antalyasporu i ponownie Polonii. Karierę kończył w mniejszych klubach stołecznej aglomeracji, najpierw w Dolcanie Ząbki, a wreszcie tam, gdzie wszystko się zaczęło, czyli w Milanie Milanówek.

5. Adam Dźwigała

Wciąż aktywny zawodnik. Syn Dariusza Dźwigały. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Wesołej i w Karczewie. Od kilku lat występuje w balansującym między pierwszą a drugą Bundesligą hamburskim St. Pauli, choć raczej jako uzupełnienie składu, a nie postać pierwszoplanowa. Przed wyjazdem do Niemiec grał dla Jagiellonii, Lechii, Wisły Płock oraz Górników z Zabrza i Łęcznej. Jest bardzo mało prawdopodobne by Legia w przyszłości była zainteresowana usługami tego zawodnika, a i on sam – jak się wydaje – odnalazł swoje miejsce w Niemczech.

6. Dariusz Dźwigała

Jedna z najważniejszych postaci warszawskiej Polonii lat 90-tych. Później występował również w Izraelu, Turcji, a także w Pogoni Szczecin oraz klubach z Górnego Śląska. W ostatnich latach kariery powrócił do Polonii, gdzie znów był jej istotnym zawodnikiem. 

7. Marek Filipczak

Napastnik wielkiego Widzewa Łódź z pierwszej połowy lat 80-tych, do którego trafił z Polonii. Wychowany jak później Wojciech Kowalczyk na warszawskim Bródnie. Grał w PE przeciwko Rapidowi, Liverpoolowi, Juventusowi. Później występował jeszcze w Bałtyku Gdynia, Stali Mielec i Olimpii Poznań. W końcowych latach kariery wyjechał do Norwegii, gdzie mieszka do dzisiaj.

Marek Filipczak na Anfield w rywalizacji z Liverpoolem. Źródło: Przegląd Sportowy – Onet

8. Maciej Jankowski

Wychowanek „kultowego” dla niektórych warszawiaków klubu Sarmata. Najlepsze lata kariery spędził w Ruchu Chorzów, Piaście Gliwice, krakowskiej Wiśle oraz w Arce Gdynia, dla której w sezonie 2018/19 zdobył 10 ekstraklasowych bramek, co było jego indywidualnym rekordem.

9. Paweł Kieszek

Debiutował w bramce Polonii jako dziewiętnastolatek. Wieloletni zawodnik klubów portugalskich. Grał również w Grecji, Holandii i Hiszpanii. W barwach FC Porto zanotował epizodyczny występ w Pucharze Portugalii. Ma na koncie wiele gier dla Vitorii Setubal, Estoril, Cordoby, Rio Ave, Leiriii i Rody Kerkrade. Gorzej wiodło mu się w Maladze i w Bradze. W Polsce był też zawodnikiem Wisły Kraków. 

10. Marcin Kuś

Obrońca. Zdobywca Pucharu Polski z Polonią. W pewnym momencie był bliski transferu do Legii. Trzykrotnie wystąpił w koszulce Queens Park Rangers przebywając w londyńskim klubie na wypożyczeniu. Lepiej wiodło mu się w Rosji, a zwłaszcza w Turcji, gdzie spędził cztery sezony.  W Polsce grał też dla Lecha, Korony, Cracovii i Ruchu. Siedmiokrotnie zakładał koszulkę reprezentacyjną.

11. Rafał Leszczyński

Dorastał na boiskach warszawskiej Olimpii. Jako bramkarz grającego wówczas na zapleczu Ekstraklasy Dolcanu Ząbki, pod koniec 2013 roku otrzymał od Adama Nawałki powołanie do reprezentacji Polski, co było niemałym zaskoczeniem. Jednak w kolejnych latach jego kariera toczyła się ze zmiennym powodzeniem. Obecnie występuje w Śląsku Wrocław. Podobnie jak w przypadku Dźwigały wydaje się nieprawdopodobne by Legia miała mu jeszcze złożyć ofertę dołączenia do pierwszego zespołu.

12. Robert Lewandowski

Nie ma się co rozpisywać. Jedna z największych gwiazd piłki nożnej w XXI wieku. I największy wyrzut sumienia Legii.

13. Antoni Łukasiewicz

Wychowanek Polonii. Był też zawodnikiem hiszpańskiego Elche i portugalskiej Leirii. A także Śląska, ŁKS-u, Górnika Zabrze i Arki. Zadebiutował w reprezentacji u Leo Beenhakkera, a jego całkowity bilans zamknął się w dwóch występach.

14. Radosław Majewski

Klubowy kolega Roberta Lewandowskiego ze Znicza Pruszków. W późniejszym okresie zawodnik Dyskobolii-Groclin Grodzisk Wlkp. oraz Polonii Warszawa. A także klubów z Championship: Nottingham Forest I Huddersfield Town. W Ekstraklasie grał jeszcze dla Lecha i Pogoni. Dziewięć razy zakładał koszulkę z orłem na piersi. 

15. Mateusz Możdżeń

Warszawiak, który zagrał dla Lecha 109 spotkań w Ekstraklasie. Strzelec pięknego gola dla poznaniaków w spotkaniu przeciwko Manchesterowi City. Od tego czasu przylgnęła do niego łatka, że „umie uderzyć z dystansu”, na której „jechał” przez całą karierę. Po odejściu z Lecha występował w wielu polskich klubach. Obecnie jest zawodnikiem drugiej drużyny Legii.

16. Daniel Sikorski

Urodzony w Warszawie syn Witolda Sikorskiego, byłego napastnika Legii, który ostatnie lata kariery spędził na niższych szczeblach rozgrywkowych w Austrii. O Danielu Sikorskim mówiło się, że jest bardzo utalentowany, o czym świadczyć miały powołania do austriackich kadr młodzieżowych, a także akces do drugiej drużyny Bayernu Monachium. Ostatecznie jego piłkarska kariera spędzona w Polsce, Austrii, Szwajcarii, Rosji, Rumunii, Hiszpanii i na Cyprze, okazała się nie tak spektakularna jak zapewne planował, ale z całą pewnością doświadczenia zdobyte w tych krajach, a także notes pełen kontaktów pomagają mu w pracy dyrektora sportowego Arisu Limassol, które to stanowisko obecnie piastuje.

17. Wojciech Szczęsny

Jeśli chodzi o klasę sportową – patrz Robert Lewandowski. W kwestii relacji Legia – Szczęsny, o żadnym wyrzucie sumienia klubu, w którym piłkarsko raczkował, nie może być mowy.

18. Maciej Terlecki

Uważany za ogromny talent syn Stanisława Terleckiego. Pierwsze kroki na boisku stawiał w Zniczu Pruszków. W seniorskiej Polonii zadebiutował w wieku piętnastu lat. Kapitan i czołowy zawodnik reprezentacji U-16, która wywalczyła mistrzostwo Europy. Interesował się nim Bayern, lecz ostatecznie trafił do Andrlechtu, gdzie jednak nie udało mu się zagrać w pierwszej drużynie. Po powrocie do Polski mógł zostać zawodnikiem Legii, jednak większe szanse ekstraklasowego debiutu i regularnej gry miał w Łodzi, w której najpierw związał się z ŁKS-em, a po dwóch sezonach odszedł do Widzewa. W obu łódzkich drużynach rozegrał po kilkadziesiąt meczów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W kolejnych latach wielokrotnie zmieniając kluby rozmieniał swój talent na drobne.

19. Cezary Wilk

Wychowanek Polonii. W Ekstraklasie zadebiutował w barwach Korony Kielce. Najlepszy okres polskiego etapu kariery miał jednak w Wiśle Kraków, z którą zdobył tytuł mistrzowski. Był również jej kapitanem. W 2013 roku odszedł do Deportivo La Coruna, a stamtąd do Realu Saragossa. Z Hiszpanią związał się już na stałe. Przykład piłkarza, który dzięki swej inteligencji i pracowitości wspiął się na pułap, o który go nie podejrzewano. Być może gdyby nie liczne kontuzje miałby szansę osiągnąć jeszcze więcej.

Cezary Wilk w barwach Deportivo La Coruna. Źródło: sport.tvp.pl Fot. Getty Images

20. Marcin Żewłakow

Brat bliźniak Michała Żewłakowa. Napastnik. Zdobywca gola w meczu ze Stanami Zjednoczonymi na MŚ 2002 w Korei i Japonii. W polskiej lidze znany głównie z Polonii Warszawa, choć u schyłku kariery występował też w GKS-ie Bełchatów i Koronie Kielce. Wiele lat spędził na boiskach belgijskich z epizodyczną przerwą na występy w FC Metz. Największe sukcesy odniósł jednak w barwach APOELU Nikozja, z którym występował w Lidze Mistrzów strzelając nawet bramkę w spotkaniu z Chelsea. Po zakończeniu piłkarskiej kariery był m.in. szefem skautów w Legii. Od wielu lat jest znanym komentatorem piłkarskim.

* Lokalna gwiazdka Polonii z pierwszej połowy lat 90-tych – Piotr Rowicki, który później spędził dwa sezony w drugiej Bundeslidze w barwach Energie Cottbus, a także przez chwilę był zawodnikiem katarskiego Al-Rayyan, ma na koncie również jedno spotkanie w Legii (w sezonie 1989/90 w ramach Pucharu Polski). A zatem pomijając klasę sportową Krzysztof Nowak nie jest przypadkiem całkowicie odosobnionym.